baner
omnie     foto wydarzenia spiderstart
prasa wyprawy galeria kontakt (23kB)
fly Counter
 
facebook linkedin youtube
azja viking europe
forselected Pl
Mongolia siedziała w mojej głowie już od dawna. Ten kraj, w którym nic nie ma. I ta właśnie nicość mnie pociąga. Ta przestrzeń i wrażenie wolności.
27/6 Wyruszamy z Rosji podbijać Mongolie. Autobus załadowany ludźmi i ich tabołami jedzie tam 12godz. Na samej granicy spędzamy ponad 1.5godz, bo sprawdzają wszystkim papiery i bagaże jak na lotnisku. Wielu z tych ludzi nie ma pojęcia o kulturze stania w kolejce i wydaje im sie, że można się wpychać i do tego jeszcze zapraszać w swoje szeregi znajomych, skandal!! Dochodzi do kłótni pomiedzy europejczykami, a Mongołami.
W autobusie Jacek poznaje Amerykanina z Oklahomy szukającego przygód, a ja Buriata, dyrektora uniwersytetu w Ułan Ude. Po ponad 12h wjeżdżamy do Ulan Bator.
Miasto w dużej części rozkopane, wszędzie coś budują. W końcu dotarliśmy na dworzec autobusowy i otrzymaliśmy transport do hostelu. Na dworcu stoi masa naganiaczy, którzy mają za zadanie dawać korzystne oferty hotelowe i zawieść na miejsce interesanta.
My znaleźliśmy swojego, u którego z góry zabukowaliśmy nocleg.
28/7 Dziś spędziliśmy cały dzień na zwiedzaniu i szukaniu oferty wycieczki dla Jacka, Agaty I Alicji.
W końcu coś znaleźli i jutro wyjeżdżają.
Wyruszyli zwiedzać tradycyjne wioski mongolskie, pustynię Gobi i rozległe stepy.
Ja działam na własną rękę i zdecydowałem się samemu coś odkryć i poznać, miejsca, gdzie nikt nie chodzi. Chyba kiedyś tu żyłem. Chyba znów tu wrócę.
29/7 Ekipa sie podzieliła. Ja w swoją stronę, reszta w swoją.
Spotkało mnie małe nieszczęście i pierwotny plan szlag trafił.
Złapałem stopa i postanowiłem wyjechać za miasto w kierunku gór. Kierowca to jakiś podejrzany typ, a jego samochód pamięta czasy najgorsze.
Dojechaliśmy na miejsce i chcę zapłacić. Ile pytam? Driver pisze mi na kartce 200000tg, czyli jakieś 150$ za 15min jazdy. Mowie i gestykuluje do niego, że chyba zwariował. On dalej swoje i dalej…
W końcu mówię mu, że dam 40$ i niech spier…! On widząc, że w portfelu mam więcej pieniędzy chce ich więcej… Mówię mu… forget man! Pomału chcę wysiąść z auta i wcisnąć mu tylko 40. On wykorzystuje moment nieuwagi i łapie mnie za łańcuszek na mojej szyi mocno zaciskając i przystawia mi nóż do gardła. Ciemno mi sie zrobiło przed oczami z braku tlenu, ale myślę nad wyjściem z sytuacji… nie ma wyjścia, ale jeden z nas tylko to przeżyje. Ciekawe który? Ledwo oddycham i ten przy szyi. Nie mogę się ruszyć, bo sam się potnę. Gość chce pieniędzy, patrzę mu w oczy, a w nich widzę tylko, że to ja będę ofiarą. Uspokajam go i wyciągam pieniądze z portfela. Rzucam je na podłogę, żeby go zdezorientować. On pochyla się i podnosi pieniądze z podłogi. W euforii udanej akcji luzuje zacisk na szyi i podnosi pieniądze ręką w której trzyma nóż. Działa jakby nieświadomie. Chyba zapomniał już o mnie na widok takiej kasy. Wykorzystuję ten moment i uderzam go w rękę trzymającą nóż jednocześnie uwalniając się z drugiej ręki. Nóż pada na podłogę w aucie i to ja go podnoszę! Patrzę na niego i widzę przerażenie. Wszystko trwa dosłownie sekundy, facet boi się, że go dziabnę, ale w panice rusza autem. Pomyślałem sobie szybko, że jeśli go zranię on może pozwać mnie do sądu za napaść i posadzić w więzieniu, bo nie będę miał żadnego alibi. Nie ma świadków, ubocze miasta. Mógłby pojechać na policję i odwrócić sytuacje… pewien Polak napadł mnie, bo nie chciał zapłacić za kurs, zranił nożem i uciekł…  Nie mogłem do tego dopuścić. Auto rusza z piskami opon, a ja wyskakuje. Mówię ostatnie słowa… I'll find you fucking asshole!!! Chcę zapisać tablice rejestracyjne, ale on ich nie ma.
Ulan Bator
Wzywam policje i jedziemy na posterunek. Przysyłają mi tłumacza, który ledwo rozumie angielski, ale jakoś się dogadujemy. Złapanie go jest niemożliwe. Takich aut jest w tym mieście setki… przykro mi. Ja na to… nie ma rzeczy niemożliwych panowie i proszę go znaleźć. Jeszcze raz podaje szczegółowy opis auta i kierowcy oraz trasę którą jechaliśmy. To dużo dało, bo potrafiłem pokazać na mapie, którędy jechaliśmy i tam akurat zauważyłem kamery na słupach. Były to policyjne kamery. Zdołałem nawet w ostatniej chwili zabrać mu telefon z auta, ale niestety nie działał, a  jego właściciel był nie do namierzenie. Po 8 godzinach w końcu pierwsze rezultaty. Znaleźli nas na kamerach policyjnych rozstawionych w mieście i zdobyli informacje o tym telefonie. Przyjechał po chwili oficer z kryminalnej z teczką dokumentów. Pokazuje mi zdjęcie i opis jednego z przestępców… rozpoznaje go bez wahania. Okazuje sie być znanym bandziorem, członkiem gangu, który napada na turystów.
Mongolska Jurta
30/7 Przyjeżdżam złożyć zeznania na posterunek policji. Towarzyszy mi Pani, która przyszła robić za tłumacza.
Po wszystkim odwozi mnie do hostelu i proponuje wspólny wypad jutro.
1/7 Spotkaliśmy sie rano i pojechaliśmy za miasto. Kobieta nazywa sie Tuula jak rzeka w Ułan Bator. Jest żoną komendanta posterunku policji prowadzącego moją sprawę. Pojechaliśmy z dala od miasta na południe. Pokazała mi góry i stepy, życie ludzi w jurtach. Zabrała mnie także do miejsca, gdzie mieszkali buddyjscy przywódcy duchowi zwani jako Lama. Wioska ukryta w dolinie ze świątynią na szczycie góry wraz z pałacem. Niestety rządy komunistycznej Mongolii w latach 20 XX wieku zniszczyły to miejsce, a duchownych prawie wszystkich zabili. Pod koniec naszej wycieczki dostajemy telefon z policji, że podejrzany jest juz w ich rękach. Jedziemy tam. Wchodzę do pokoju przesłuchań, a tam… on!
Stoi na baczność ze spuszczoną głową w dół. Podnosi ją i patrzy mi w oczy. Puszczam mu tylko pogardliwy uśmiech i mówię... mam Cię.
Funkcjonariusz pyta sie czy mu przebaczam? Pomogłoby mu to na sprawie sądowej, co ma duży wpływ na końcowy wynik. Mówię, że nie! Niech zgnije w wiezieniu! Jego żona zalewa się łzami, brat i ojciec są zaskoczeni. Po chwili ogłaszam, że on nie przejmował się tym, czy może na mnie czeka w Polsce żona z dziećmi.
Dostanie na dzień dobry 5lat. Prośby jego rodziny na nic sie zdały. Miałem szczęście lub ktoś inny miał je, że nie znalazł sie na moim miejscu, bo może by z tego cało nie wyszedł. Nie ma litości dla wrogów ludzkości. Tuula poparła moją decyzję i stwierdziła, że to znany bandzior i nie zasługuje na wolność.
2/7 Kontynuuje realizację planu wyjazdu na pustynię Gobi. Rano pakuje się i jadę na dworzec kolejowy. Pociąg 9:30, bilet 6$ za odcinek 600km i 12h jazdy! Zmierzam do miasteczka Sainshand położonego na pustyni.
W pociągu smród, hałas i wrzaski. Mongołowie zapraszają mnie do gry w karty. Gram oczywiście, ale coś się na mnie wszyscy krzywo patrzą. Niektórzy podchodzą i pytają o moje pochodzenie i czy jestem żołnierzem. Jestem z Polski odpowiadam i nie jestem żołnierzem tylko podróżnikiem, a wyglądam jak wyglądam, bo jestem na wyprawie, a nie na wycieczce szkolnej. Nikt mi nie uwierzył. Polski dywersant z NATO i trzeba na niego uważać! Mówią, że z pustyni żywy nie wrócę, albo mnie zwierzęta zabiją, albo ludzie z miasteczka.
Ignoruję to. Docieram do Sainshand, jedynej mieściny na pustyni. Doczepia się do mnie młody chłopak i od razu pyta ile mam pieniędzy przy sobie i czy jestem sam? Tak jestem sam, a pieniędzy… nie twój biznes. Rozwijamy temat o Europie. Proponuje pomoc hmm… niech mu będzie.
Marcin Lazowski na Gobi
Pomaga mi tłumaczyć w hotelu, co gdzie i za ile? Płace tylko 8$ za hotelowe luksusy.
Nie jest to w moim stylu, ale trochę za późno na szukanie miejsca do spania gdzieś tam… Rano odwiedza mnie również ten sam młodzieniec i proponuje transport na pustynie. On chce zarobić na szkołę mówi. Zgadzam się i daję mu 10dol za podwózkę, co wolałbym zrobić pieszo… niech mu będzie myślę sobie. Wywiózł mnie kilkanaście kilometrów od miasteczka i poczekał aż się nachodzę po pustynnych górach i wydmach.
Osada na Gobi
Wspiąłem się na stary wygaśnięty wulkanm, o którym nie ma żadnych informacji w internecie. Pobiegałem trochę po wąwozie, obserwowałem zwierzęta i paliłem się na słońcu. Fauna to głównie wszechobecne jaszczurki biegające pod nogami, wielbłady Baktriany, węże oraz pająki. Sam prawie nadziałem się twarzą na jakiegoś dużego czarnego pająka, który w wąwozie rozwinął sieci. Temperatura +40 i suche powietrze. Jestem skłonny stwierdzić, że Gobi pachnie własną spaloną skórą wymieszaną z potem.
Osada na GobiPustynia ta jest zagrożeniem dla chińskiej stolicy Pekinu gdyż przemieszcza sie ona w kierunku miasta. Po pustyni zwiedzałem miasteczko zbierając spojrzenia lokalsów i łapiąc kurz w oczy i usta na nieutwardzanych drogach. Jurty dookoła i tylko kilka murowanych budowli. Nie podobało mi się za bardzo. Jakoś za dużo cwaniaków. Młody powiedział mi, że młodzi Mongołowie są zawsze chętni do bójek z białymi. Po trzech dniach wróciłem do stolicy, gdzie dokończyłem załatwianie mojego oprawcy. Odzyskałem zrabowane pieniądze, które przeznaczyłem na adwokata i usadziłem go na podobno 7lat. Będzie miał czas na przemyślenia, a turyści będą czuli się bezpieczniej.
Ułan Bator nie ma za wiele do zaoferowania. Betonowe blokowiska, nie jest zbyt czysto, ani bezpiecznie. Zaszyłem się na przedmieścia miasta, gdzie przywitała mnie patologiczna młodzież. Śmieci na ulicach i zaniedbane budynki. Bardzo fajnym miejscem było Muzeum Naturalne, gdzie można zobaczyć prawdziwe kości dinozaurów, meteoryty i inne prehistoryczne znaleziska z pustyni Gobi. Tak, tak. Ta pustynie była kiedyś porośnięta dżunglą.
Niestety, ale to w tym mieście porywa się dzieci mieszkające w kanałach i sprzedaje Chińczykom na organy. To tutaj się je sprzedaje do azjatyckich burdeli, żeby mogli głównie starzy Angole i Niemcy spełniać swoje sexualne preferencje.
Po tygodniu spotkałem się z resztą ekipy. Byli zaskoczeni moimi przygodami. Alicja stwierdziła, że przyciągam sam takie sytuacje siłą woli. Oni mieli również ciekawe wspomnienia. Jeździli na wielbłądach. Spali w jurtach i pędzili terenowym vanem przez mongolskie stepy przez kilka dni.
Mongolia to kraj w którym nic nie ma, ale jest przestrzeń, którą kocham.

Rosja

Mongolia

Chiny

Wietnam

Kambodża

Tajlandia

Indie

Nepal