baner
omnie     foto wydarzenia spiderstart
prasa wyprawy galeria kontakt (23kB)
fly Counter
 
facebook linkedin youtube
azja viking europe
forselected Pl

Wietnam to miejsce, w którym czas płynie wolno, ludzie cieszą się z tego, co mają, a ich pokojowe nastawienie do świata zasłania fałszywą opinię o nich z czasów wojny. 
Po długiej wędrówce po Chinach i przygodach w poprzednich krajach dotarłem do Wietnamu.
Kraj ten był dla mnie znany tylko z filmów i programów telewizyjnych, no trochę z historii.
Przejście graniczne jest bardzo nietypowe. Jedzie się specjalnym wozikiem przez część Chińską, aby wjechać na Wietnamską, by sprawdzić nam skrupulatnie bagaże. Na granicy poznałem parę sympatycznych Kanadyjczyków, o których jeszcze opowiem. Stolica Ha Noi tego pokrytego dżunglą kraju to istny nieład komunikacyjny, niska zabudowa, handlarze na każdym rogu, cinkciarze, spaliny, ciasnota, skutery, tanie żarcie i jeszcze tańsze piwo oraz wszechobecna marihuana.
uliczny handelZa małe pieniądze można mieć całkiem w dobrym stanie hostel z miłą obsługą. W Ha Noi nie ma za bardzo co robić, więc wykupuje się wycieczkę do Ha Long Bay z czego skorzystałem. Dwu dniowa wycieczka po zatoce na drewnianej łodzi to dosyć miłe przeżycie, aczkolwiek dla mnie trochę za turystyczne. Rozciągające się po horyzont skały wbite w błękitną wodę robią wrażenie. Kąpiel w błękitnej wodzie, po której spodziewałem się ochłody ogrzała mnie jeszcze bardziej niż słońce. Przepiękna i jedyna w swoim rodzaju zatoka ma 120 kilometrów linii brzegowej, a jej powierzchnia wynosi około 1553 kilometrów kwadratowych.
Ha Long Bay
Na jej obszarze znajduje się 1969 wapiennych monolitycznych wysypek przeróżnych kształtów i rozmiarów. Porośnięte są one gęstą tropikalną roślinnością, a wewnątrz wielu z nich znajdują się wapienne jeziora i jaskinie. Na pokładzie poznałem piękną Chinkę Nadię, z którą się zaprzyjaźniłem.
Na pokładzie statku poznałem ciekawe osoby min. para z kraju Basków, których od razu rozszyfrowałem. Okazało się tak, jak myślałem… są działaczami na rzecz wolności tego małego państewka z najstarszym językiem w Europie, a ich ulubionym zespołem jest legendarne KORTATU, których również uwielbiam. O Ha Long Bay istnieje ciekawa legenda. Żył w tych wodach kiedyś smok, kóry cieszył się urokami natury i pokojowym życiem ludzi. Z czasem ludzie zaczęli ze sobą walczyć i zanieczszczać zatokę. Smok zezłościł się i zaczął uderzać ogonem o wodę. Tak nią wzburzył, że naruszył dno zatoki, które się podniosło i wyrzuciło skały na jej powierzchnię. Tak powstały te wysepki. Trudno w to nie uwierzyć...

Z Hanoi pojechałem dalej… Pierwszy postój chyba w Dien Chau. Pomyłkowo tu wysiadłem. Rozejrzałem się wokół i nie wiedziałem, gdzie mam iść. Zatrzymał się starszy Pan i zapytał, dokąd? Na plażę proszę! Swoim rozklekotanym skuterem zawiózł i zostawił. Tam pomaszerowałem kilkanaście kilometrów w poszukiwaniu świętego spokoju. Powiesiłem hamak i zarzuciłem pałatkę. Chciałem odpocząć pośród plażowego złocistego piasku i wód morza chińskiego. Niestety przyszła do mnie nie wiem skąd banda dzieciaków, która mnie osaczyła i zaczęła wszystkiego dotykać, co moje.
wietnamskie dzieciaki Pogoniłem ich i sam się spakowałem i poszedłem spać do hotelu. Wyszedłem na miasteczko, a tam żadnego białego. Nagle podjechał ten sam człowiek z motorkiem i pokazał mi całą okolicę.Spędziliśmy razem prawie cały dzień oczywiście za drobną opłatą, czego wcześniej mi nie powiedział. Wieczorem szedłem szukać bankomatu i pomachała mi młoda dziewczyna stojąca przy zakładzie fryzjerskim. Chyba czas obciąć włosy… Cieła je jak się tnie wszędzie na świecie, ale nagle wyjęła brzytwy i zaczął się szał umiejętności. Lekko muskając skórę cieła z niezwykłą precyzją włosy, których nożyczki nie sięgnęły. Po tym zabiegu poszliśmy na kawę do jej domu. Tam przedstawiła mnie swoim rodzicom i koleżance. Piliśmy kawę do momentu aż mnie zatkało po jednym pytaniu. Z którą z nas chcesz się ożenić? Yyyyyy…. Z dwiema. Niestety nie dogadaliśmy się. Zbyt duża bariera językowa, moją ofertę (żartobliwą) double odrzuciły, ojciec się wkurzył, matka zdziwiła, dziewczyny zawiodły.

Hue to mieścinka na dalszej mojej drodze. Od razu po przyjeździe podszedł do mnie młody chłopak i nachalnie wciskał swoją ofertę i dopiął swego. Wsiadłem z nim na jego skuter i ruszyliśmy. Za 10usd pokazał mi prawie wszystko, co warte było zobaczenia. Świątynie buddyjskie, starożytne budowle, francuskie bunkry, naturalną granicę Pł z Pd rzekę, oraz życie codzienne ludzi. W Hue w 1968 roku toczyła się bitwa o miasto pomiędzy komunistyczną północą, a armią południową wspieraną przez Amerykanów. Północ wygrała.
muzeum wojny
Po Hue ruszyłem do Hoi An. W tym małym uroczym miasteczku spotkałem natomiast tych właśnie Kanadyjczyków, których poznałem na granicy. On pracuje w firmie informatycznej, ona studiuje. Zjedliśmy razem kolację i pogadaliśmy o głupotach. Wcześniej jednak odwiedziłem hinduistyczną świątynie z VII wieku My Son w środku dżungli. Miejsce było zgrabione przez francuzów, a później zniszczone przez Amerykanów za, co Wietnamczycy mają do nich żal do dziś. Potem stolarnię ręcznie robionych mebli, a raczej pracownie mebli-rzeźb, gdzie trzeba było popłynąć łodzią. Meble choć są drogie to warte swej ceny.
Trochę zatęskniłem za Florydą, gdzie nigdy nie byłem, więc pojechałem do Nha Trang. Miasta bardzo turystycznego, z długą złotą plażą, palmami, drogimi hotelami, restauracjami i sklepami. Lans pełną mordą. Jednak źle się tu poczułem i… udałem się w głąb dżungli wietnamskiej, o której nie ma za wiele informacji w internecie. Musiałem ją zbadać! Najpierw pojechałem do Da Lat miasteczka najbliżej położonego dżungli Chu Yang Sin. Stamtąd wynajętym skuterem z kierowcą pojechałem do obrzeży tego nieznanego lasu. Dalej tylko marsz ścieżką, która gdzieś prowadziła, ale gdzie jest jej koniec? Maszerowałem cały dzień z cholernie ciężkim plecakiem po błocie, w deszczu, w chmurach na wysokości 2500mnpm otoczony ścianą zieleni. Słyszałem tylko odgłosy przeróżnych zwierząt. Po kilku godzinach doszedłem do zabitej deskami wioski plantatorów kawy. W jej środku tonęły w błocie UAZy i motory, którzy wieźli tam towar.
droga w dzungliLudzie mieszkający tam osłupieli, kiedy mnie zobaczyli. Wyszli z domów i przyglądali się jak obcej istocie. Biały człowiek raczej tu nie zachodzi, bo nie ma tego, ani na mapach, a tym bardziej w przewodniku. Idę dalej i napotykam kolejne wioski, ale już totalnie dzikie w dolinach górskich z domkami z trawy… Po następnych kilku godzinach droga się kończy.
mali tubylcy Płynąca w głąb lasu rzeczka skusiła mnie, abym poszedł jej nurtem. Idąc w jej wzdłuż doszedłem do niesamowitego miejsca. Na otwartym polu stał domek zbudowany z liści, okryty szmatami, a wokół niego stały bose dzieci z ciemnymi twarzami i długimi włosami. Były ubrane we współczesną odzież, trochę oldschoolową, którą kiedyś ktoś im doniósł, ale widać, że środowisko, w którym żyją zmieniło ich rysy twarzy i kolor skóry. Żyją absolutnie w zgodzie z naturą.
dzika wioska
W czasie wojny amerykańsko-wietnamskiej (1957-1965) wojska Wietkongu odkrywały w dżungli dzikie wioski.
Rząd komunistyczny nakazał nieść im cywilizację. W ten sposób dostarczono im ubrania i narzędzia. Używają ich do dziś jednak o opuszczeniu lasu ani im się śni. W dżungli spędziłem trzy dni w jakimś napotkanym po drodze opuszczonym szałaso-namiocie. Piłem wodę ze strumyka, którą się otrułem i zdychałem całą noc. Co jadłem? Nienawidzę zupek chińskich!
Marcin Łazowski

Ale Sajgon!! Krzyczałem, kiedy widziałem bałagan w swoim pokoju. Tak się przyjęło w polskim nieformalnym słowniku, że nazwa tego miasta oznacza dezorganizację, a tym czasem Sajgon to stolica gospodarcza Wietnamu. Wokół niego znajduje się większość ośrodków przemysłowych, które zatrudniają tysiące tanich robotników.

Spaceruję po parku w sercu miasta, aż pewien starszy człowiek zagadał do mnie. Od słowa do słowa spędziliśmy razem cały dzień. Pokazał mi Sajgońskie ZOO, w którym doznałem szoku z powodu przetrzymywania tam chyba wszystkich dzikich zwierząt tego świata. Białe lwy i tygrysy syberyjskie, węże, krokodyle, jaguary, małpy i inne płazy, gady i ssaki, które powinny żyć na wolności, a nie zdrowe przebywać w więzieniu. Następnie udaliśmy się do muzeum wojny, a tam pokazane prawdziwe jej oblicze. Szokujące zdjęcia ze zmutowanymi ludźmi, rozerwane ciała, martwe dzieci na ulicach, inwalidzi, spalone wioski, tortury, płacz, lęk i panika. To tylko efekt ataków dzielnych chłopców z amerłrykańskiego Marines na cywili. Amerykanie nie mogą przeżyć tego, że przegrali tę wojnę. W zamian nawymyślali filmów o Rambo, kiedy tak naprawdę dostali tam nieźle po dupie i dobrze, bo krzywd jakich wyrządzili Wietnamczykom nie da sie opisać w kilku słowach. Ja to porównuje z wojną Niemcy-Polska (1939-45)
Dworzec kolejowy, parki, budynki biznesowe i rządowe mógłbym rzec, że wyglądają lepiej niż we wschodniej Europie. Wieczorem atakowały mnie prostytutki z lokalnego baru, abym wszedł do środka. No to wchodzę. Tam namawiają mnie, abym kupił jednej z nich najdroższego drinka, to może coś z tego będzie…
Po kilku zdaniach i inteligentniejszej rozmowie dziewczęta tylko się ośmieszyły. Chodzi o to, że mają one za zadanie naciągać europejskich naiwniaków na drogie drinki, aby bar zarobił, a one później mogą z takim zapitym moczymordą zrobić, co chcą np. okraść. Ja się nie dałem.
Reasumują muszę przyznać, że Wietnam jest pięknym krajem, a jego obywatele są spokojnymi ludźmi. Chamskich zagrywek oczywiście nie brakowało, ale inne miłe sytuacje są w stanie je przyćmić. Był to chyba jeden z lepszych krajów jaki odwiedziłem. Zachęcam innych do przyjechania tu.
Rosja

Mongolia

Chiny

Wietnam

Kambodża

Tajlandia

Indie

Nepal